The Cure wracają z utworem „Alone”. Pierwszy album od 16 lat
Autorstwa Redakcja Radia Strefa Muzy na 2026-10-29
The Cure wypuszczają niespodziewany utwór „Alone” i zapowiadają pierwszy album od 16 lat
Fani alternatywnego rocka i gotyckiej melancholii czekali na ten moment od blisko dwóch dekad. Legenda post-punku, grupa The Cure z nieodłącznym Robertem Smithem na czele, oficjalnie przełamała płytowe milczenie. Do sieci trafił wiodący singiel „Alone”, stanowiący pierwszą zapowiedź czternastego krążka studyjnego w dorobku zespołu – „Songs of a Lost World”. To pierwszy pełnowymiarowy materiał formacji od czasu premiery albumu „4:13 Dream” z 2008 roku. Wynik trwającego czternaście minut wyczekiwania przerodził się w zachwyt – mroczny, rozbudowany i podniosły utwór błyskawicznie zyskał uznanie krytyków i trafił na najwyższe rotacje w rozgłośniach radiowych na całym świecie.
Lata zapowiedzi i wielkie obietnice Roberta Smitha
Lider The Cure słynie z tego, że nad swoimi kompozycjami potrafi pracować latami, nie ulegając presji rynku ani wytwórni.
- Długa droga do studia: Robert Smith już od lat krążył wokół pomysłu na nową płytę, wielokrotnie powracając do napisanych tekstów, porzucając materiał i nagrywając go na nowo.
- Testowanie na żywo: Zanim „Alone” oficjalnie ukazało się w wersjach cyfrowych, fani mogli usłyszeć ten numer podczas wyprzedanej trasy koncertowej „Shows of a Lost World”. To właśnie reakcja publiczności utwierdziła zespół w przekonaniu, że kompozycja musi stać się otwarciem nowej ery.
- Powrót do najmroczniejszych korzeni: Lider grupy zapowiadał, że nadchodzący krążek będzie jednym z najbardziej mrocznych, dojrzałych i wyrazistych dzieł w ich karierze – stawiającym na atmosferę znaną z takich arcydzieł jak „Disintegration” czy „Pornography”.
Dlaczego singiel „Alone” zawładnął radiowymi falami?
W czasach, gdy współczesne hity trwają niewiele ponad dwie minuty, „Alone” jest bezkompromisową, blisko siedmiominutową suitą, która całkowicie przeczy tradycyjnym zasadom komercyjnym.
Piosenka rozpoczyna się kilkuminutowym, monumentalnym wstępem instrumentów – głębokim basem Simona Gallupa, przestrzennymi klawiszami i ścianą gitary. Dopiero gdy słuchacz zostanie wciągnięty w hipnotyzujący, nostalgiczny nastrój, wkracza charakterystyczny, przejmujący wokal Roberta Smitha. To właśnie ta kinowa oprawa, surowa szczerość i klimat bezczasowości sprawiły, że radiowi redaktorzy na całym świecie natychmiast włączyli ten utwór do stałej emisji.
Photo by Jodie Walton on Unsplash