Lady Pank w Krakowie 2026: Relacja z koncertu LP 45
Autorstwa Redakcja Radia Strefa Muzy na 2026-04-27
„Mniej niż zero”? Absolutnie nie! Lady Pank przejęło Tauron Arenę Kraków!
26 kwietnia 2026 roku krakowska Tauron Arena stała się stolicą polskiego rocka. To nie był zwykły koncert – to była lekcja historii gatunku, podana z energią, której mogłyby pozazdrościć debiutujące kapele. Wczorajszy wieczór udowodnił, że pewne rzeczy są wieczne, a hity Janusza Panasewicza i Jana Borysewicza mają unikalną moc łączenia ludzi. Redakcja Radia Strefa Muzy była w samym centrum tego wydarzenia – dosłownie i w przenośni.
Rockowa gorączka na płycie
Już od pierwszych minut po otwarciu bramek czuć było, że to będzie wyjątkowy przystanek na trasie LP 45. Tłumy fanów gęstniały na płycie z każdą chwilą, a powietrze wręcz elektryzowała radość z oczekiwania na pierwsze dźwięki. Jako Radio Strefa Muzy meldowaliśmy się prosto z serca wydarzeń. Temperatura rosła nie tylko z powodu świateł scenicznych, ale przede wszystkim dzięki niesamowitej interakcji, jaka wytworzyła się między sceną a publicznością jeszcze przed oficjalnym startem. Płyta pod sceną stała się jednością, gotową na rock’n’rollowe uderzenie.
Start z wysokiego „C” i nowe brzmienia
Kiedy zgasły światła, a z głośników popłynęły pierwsze riffy, stało się jasne, że Lady Pank nie planuje brać jeńców. Koncert zaczął się od potężnego uderzenia, które od razu poderwało wszystkich do góry. Dynamika zespołu jest zdumiewająca – Janusz Panasewicz z charakterystyczną dla siebie swobodą panował nad wielotysięcznym tłumem, a Jan Borysewicz udowadniał przy każdym uderzeniu w struny, dlaczego jest uznawany za jednego z najwybitniejszych gitarzystów w historii.
Zespół nie bazował jednak wyłącznie na nostalgii. W setliście znalazło się miejsce na nowości z ostatniego wydawnictwa – utwory takie jak „Obok” czy „Kalifornia” na żywo brzmią niezwykle świeżo i drapieżnie, udowadniając, że formacja wciąż ma mnóstwo kreatywnej energii.
Usłyszenie klasyków jak „Kryzysowa narzeczona” czy „Zostawcie Titanica” w takim anturażu to doświadczenie, którego nie oddadzą żadne głośniki. To trzeba było poczuć – ten bas wibrujący w klatce piersiowej i nieskrępowaną radość, jaką daje tylko prawdziwa, żywa muzyka.

Co zapamiętamy najbardziej? Filary wieczoru
1. Solówki Jana Borysewicza: Magia „Jan Bo” To, co Jan Borysewicz robi z gitarą, wykracza poza standardowy popis muzyczny. Jego solówki to osobne opowieści – pełne emocji, technicznej perfekcji, ale i surowej energii. Wczoraj mistrz czarował jak za najlepszych lat, a jego charakterystyczne brzmienie przebijało się przez ścianę dźwięku, przypominając nam, że Lady Pank to przede wszystkim najwyższej klasy warsztat i pasja, której nie da się podrobić.
2. Rytmiczne serce: Solówka perkusisty W połowie setlisty nadszedł czas na moment, który dosłownie zatrząsł płytą Areny. Solówka perkusisty była popisem czystej mocy i techniki. Kuba Jabłoński udowodnił, że jest silnikiem napędowym tego zespołu. Precyzja uderzeń połączona z niesamowitą energią sprawiła, że publiczność nie tylko słuchała, ale wręcz czuła rytm w klatkach piersiowych. To był moment, w którym cała uwaga skupiła się na tylnej części sceny, a brawa po zakończeniu tej sekcji były jednymi z najgłośniejszych tego wieczoru.
3. Największy chór w mieście Na płycie praktycznie nie było momentu ciszy. Publiczność stała się dodatkowym instrumentem. Od ballad, przy których w górę powędrowały tysiące światełek (tworząc magiczną atmosferę podczas „Zawsze tam gdzie Ty”), po energetyczne petardy – fani śpiewali każdą zwrotkę, każde „uoo-o-o” i każdy refren.
4. Pokoleniowa sztafeta pod sceną Z perspektywy płyty uderzający był niesamowity przekrój wieku publiczności. Obok siebie stali ramię w ramię fani pamiętający lata 80. oraz nastolatkowie, dla których Lady Pank to odkrycie ostatnich lat. Muzyka zespołu stała się mostem – widok rodziców śpiewających razem z dziećmi „Mniej niż zero” to najlepszy dowód na to, że dobry rock nie zna daty ważności.

Klasyka, która się nie starzeje
Lady Pank to instytucja. To zespół, który nie musi już nic udowadniać, a jednak wciąż daje z siebie wszystko, zarażając energią każdego obecnego w hali. Wczorajszy koncert w krakowskiej Tauron Arenie pokazał, że polski rock ma się doskonale, a energia płynąca ze sceny jest w stanie naładować akumulatory na długie tygodnie.
To był wieczór pełen wspomnień, ale i nowej energii. Lady Pank po raz kolejny potwierdziło swoją dominację na polskiej scenie, a my w Radiu Strefa Muzy cieszymy się, że mogliśmy być częścią tej rockowej historii. Takie wydarzenia przypominają nam, dlaczego tak bardzo kochamy muzykę na żywo.

Do usłyszenia na rockowym szlaku!
